-Po prostu nie chcę,
żeby coś ci się stało. Robi się późno, a wiele typów kręci się po Londynie o
tej porze – próbował się wytłumaczyć.
-Dobrze Zayn, rozumiem.
Powiedziałam
spokojnie i uśmiechnęłam się kładąc dłoń na jego ramieniu. Promienny uśmiech
rozświetlił jego twarz. Wysunął się spod mojego dotyku i ruszył w stronę
kuchni. Zdezorientowana poszłam za nim. Stałam chwilę w futrynie drzwi do puki
nie zorientowałam się, że przyszedł sprzątnąć bałagan, który zrobiłam
upuszczając kieliszek. Uprzednio założył koszulkę, po czym zaczął zbierać małe
kawałki szkła z podłogi. Przykucnęłam obok niego i wzięłam się za zbieranie
większych fragmentów.
-Zostaw to, skaleczysz się – skarcił mnie cicho.
-Nic mi się będzie.
Powiedziałam pewna
siebie, ale akurat wtedy jak na złość, kawałek szkła wbił się w mój palec. Przeklęłam
cicho i zabrałam rękę, szybko wyprostowałam się i spojrzałam na swoja
skaleczoną dłoń. Usłyszałam ciche westchnienie bruneta, po czym on również
wstał i delikatnie popchnął mnie w stronę korytarza, otworzył jedne z drzwi,
przez co mogłam wejść za nim do łazienki. Obserwowałam jak szukał czegoś w
szafce, a już po chwili wyjął opakowanie plastrów.
-Choć tu – poinstruował.
Podeszłam do
umywalki i spojrzał na niego. Kropla krwi z mojego palca kapnęła na podłogę,
ale nikt za bardzo się tym nie przejął. Zayn złapał mnie z nadgarstek i
podsunął skaleczony fragment mojego ciała pod kran. Gdy zimna woda zetknęła się
z uszkodzoną skóra przez ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wzdrygnęłam się
lekko, lecz nie zrobiło to na nim zbyt dużego wrażenia. Trzymał ciasno mój nadgarstek
do póki z palca nie przestała sączyć się krew. Już po kilku chwilach zakręcił
wodę i ostrożnie wytarł moją rękę. Przykleił jeden z plastrów na skaleczeniu i
uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję – bąknęłam.
-Nie masz za co, złotko.
W ramach odpowiedzi
uśmiechnęłam się tylko delikatnie.
Wyszliśmy z
łazienki i wróciliśmy do kuchni, gdzie Zayn pozbierał resztę szkła, nie
pozwalając mi na jakakolwiek pomoc. W spokoju siedziałam na blacie i zastanawiałam
się co ja tu do cholery robię? Nie dopuściłam do siebie fali paniki, która
zaczęła oblewać moje ciało i skupiłam się na tym, aby nie zasnąć, co okazało
się niezwykle trudne, bo moje oczy same się zamykały.
-Chcesz się położyć? Wyglądasz na zmęczoną – stwierdził oczywiste.
-Umm, może trochę.
-Będę spać na kanapie, a ty w łóżku, ok? – spytał idąc w stronę
drugich drzwi znajdujących się w korytarzu.
-Co? N-nie, ja wolę kanapę – zapewniłam.
Podążałam za nim
niczym cień i rozmyślałam nad tym, że nie chcę spać w jego łóżku, na którym możliwie
kładł się nagi dla innych kobiet. Nie mam pojęcia dlaczego, ale poczułam dziwne
uczucie w sercu. Jakby zazdrość? Możliwe, ale zadręczanie się tym teraz było
ostatnią rzeczą na która miałam ochotę.
Pogrążona w swoich
rozmyślaniach praktycznie zapomniałam o otaczającym mnie świecie i szłam przed
siebie przekonana, że brunet też to robi. Lecz moje domysły legły w gruzach,
kiedy lekko uderzyłam w jego tors. Szybko spojrzałam na niego rozbawioną twarz
i bąknęłam ciche przepraszam. Byłam pewna, że moje policzki się zarumieniły.
Och, świetnie.
-Jesteś pewna? – uniósł lekko brew wpatrując się we mnie jak
w jakiś niezwykle interesujący obraz.
-Tak, kanapa brzmi okey.
-Przyniosę ci koc.
Obserwowałam jak
znika za drzwiami sypialni pozostawiając je otwarte. Lekko wychyliłam głowę za
futrynę, aby zbadać wnętrze. Tak jak się spodziewałam fenomenu nie było.
Niepościelone dwuosobowe łózko na środku pokoju najbardziej rzucało się w oczy,
pod ścianą stała podniszczona komoda i szafa, która także nie była pierwszej
nowości. Kilka dupereli, typu doniczka z więdnącym kwiatem, adidasy rzucone
gdzieś w kąt, walało się po pokoju, którego powierzchnia również była malutka. Chłopak
z szuflady komody wyciągnął ciemny koc podał mi go uśmiechając się, po czym
poszliśmy do salonu. Usiadłam niepewnie na rogu sofy i wlepiłam wzrok w bruneta,
który stał przede mną.
-Łazienka wiesz gdzie jest, więc jeśli chcesz wziąć
prysznic, czy cokolwiek to śmiało, tu masz koc, a jeśli będziesz jeszcze czegoś
potrzebować to mów.
Uśmiech rozświetlił
jego twarz i po prostu nie dało się go nie odwzajemnić. Położył koc na oparciu kanapy
i usiadł obok mnie wzdychając cicho.
-Przepraszam jeśli wcześniej cię w jakiś sposób wystraszyłem
– powiedział niemal szeptem.
Zmarszczyłam brwi i
spojrzałam na jego zmartwioną twarz. Wzrok miał wlepiony w jakiś punkt przed
sobą, tylko nie na mnie. Promienny uśmiech zniknął natychmiastowo, a na jego
miejsce wtargnęła konsternacja.
-Co?
-To co działo się w kuchni. Ja.. Przepraszam, to nie powinno
się zdarzyć.
W końcu zerknął w
moją stronę i wiedziałam, że walczy z wielkim poczuciem winy. No przecież nic
się nie stało! Jezu!
-Jest okey, po części to tez moja wina – przyznałam.
-Nie prawda, nie zrobiłaś nic co mogło by o tym świadczyć.
-Będziemy się teraz o to kłócić?
-Chyba tak – zaśmiał się tak cicho, że ledwo co mogłam go
usłyszeć.
Zachichotałam,
próbując nieco rozluźnić atmosferę i na szczęście udało mi się. Znowu wpatrywał
się we mnie z uporem maniaka jakby chciał wypalić dziurę w mojej twarzy, ale
nie odwracałam wzroku. Lekko rozchyliłam wargi czując, że jego uporczywy wzrok
powoduje potrzebę zwiększenia dopływu tlenu do mojego organizmy. Niestety wstał
o wiele szybciej niż bym tego chciała i ponownie stanął naprzeciwko mnie.
-Tak więc dobranoc, jeśli będziesz cos jeszcze chciała to
będę w pokoju.
-Dobrze, dziękuję. Dobranoc, Zayn.
-Dobranoc, złotko.
Odprowadziłam go
wzrokiem do końca korytarza i dopiero kiedy drzwi sypialni zaskrzypiały
przypomniało mi się, że mam na sobie sukienkę, a przecież nie będę w niej spać.
-Umm, Zayn? – zaczęłam niepewnie, na co o od razu się odwrócił.
-Tak?
-Mógłbyś dać mi coś do snu? To znaczy, tak jakby nie mam nic
przy sobie.
Moje stwierdzenie
oczywistego lekko go rozbawiło, po czym zniknął za drzwiami i równie szybko
wrócił z bawełniana, białą koszulką z kilkoma kolorowymi nadrukami.
Podziękowałam cicho i udałam się do łazienki.
***
Chłodny prysznic
dobrze wpłynął na moje ciało, ale nie sprawił, że bezproblemowo zasnęłam. Obce
miejsce, obce rzeczy, obce ubrania. No właśnie… Jego koszulka luźno zwisała z
mojego ciała, więc postanowiłam nie zdejmować biustonosza. Sama leżałam na
kanapie ciasno opatulona kocem, który kurczowo przyciskałam do swojej klatki
piersiowej. Oczy miałam przymknięte, ale sen nie nadchodził. Po kilku seriach
rozmyślań postanowiłam wstać po coś do picia.
Leniwie zwlekłam
się z kanapy i powędrowałam do kuchni. Z jednej z szafek wygrzebałam jakąś szklankę
i nalałam trochę wody z kranu nie chcąc robić większego hałasu. Szybko
wyzerowałam zawartość naczynia i wstawiłam szkło do zlewu. Nagle do moich uszu
dobiegł dźwięk szurających po posadzce stóp. Odwróciłam głowę w kierunku, z
którego dobiegał hałas. Jedyne co udało mi się zobaczyć w mroku zaistniałym w
pokoju to słaby zarys męskiej sylwetki.
-Zayn?
W ułamku sekundy
znalazł się przy mnie, ale mimo tego w dalszym ciągu nie mogłam zobaczyć jego
twarzy.
-Czemu nie śpisz? – spytał i byłam pewna, że marszczy brwi.
-Nie mogłam zasnąć, przepraszam – spuściłam wzrok.
-Nie przepraszaj jeśli nie masz na to powodów – powiedział
niemal z irytacją.
-Dobrze.. umm, przepraszam – zachichotałam.
Zaśmiał się cicho i
bez słowa podszedł do lodówki trącając mnie lekko ramieniem. Otworzył ją i
wyciągnął kartonik soku pomarańczowego. Wstrząsnął opakowaniem i zrobił kilka
łyków nie zwracając na mnie kompletnej uwagi.
-A ty czemu nie śpisz? – uniosłam brew.
-Myślę, że mam taki sam powód co ty.
Między nami
zapanowała niezręczna cisza. Nie wiedziałam czy powinnam coś powiedzieć więc
wlepiałam wzrok w posadzkę przebierając nerwowo palcami. Podniosłam na niego
wzrok i starałam się powstrzymać ziewnięcie. Zerknęłam w jego oczy, które
zdawały się być zamyślone. Bardzo intensywnie coś analizował. Widać było, że
bije się z jakąś myślą, rzeczą, którą chce zrobić. W końcu jednak niepewność błysnęła
w jego spojrzeniu i lekko przygryzł wargę. Pisnęłam zaskoczona kiedy w ułamku
sekundy znalazł się obok mnie i ostrożnie oderwał moje stopy od ziemie
umieszczając mnie na swoich rękach.
-Zayn co ty robisz?
-Może z tobą obok uda mi się zasnąć.
Westchnęłam cicho
udając obojętną, ale w środku cała się gotowałam. Nie wiem czy to był strach,
czy cos innego. A może po prostu byłam zszokowana jego śmiałością? Materac wgniótł
się delikatnie kiedy położył mnie na miękkiej pościeli i sam po chwili
spoczywał obok mnie. Moje ciało było sztywne, jakby sparaliżowane, więc nie
miał problemów w przysunięciu mnie do siebie i lekkim przytuleniu. Odważyłam się
uśmiechnąć do niego i przykryć się lepiej kołdrą nie zmieniając pozycji.
-Wszystko w porządku?
-Tak, czemu pytasz? – odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
-Nie spinaj się tak, jest przecież okey. Nic ci nie zrobię,
nie bój się mnie.
-Nie boję się Zayn – szepnęłam.
Ku własnemu
zdziwieniu moja ręka samowolnie wysunęła się z jego uścisku i pogładziła
delikatnie jego policzek. Przygryzłam lekko dola wargę i uśmiechnęłam się słabo.
Po tym jak i kąciki jego ust uniosły się lekko musnął przelotnie moje usta.
-Dobranoc, złotko – mruknął i przymknął oczy.
-Dobranoc.
Mimo tego, że Zayn
spał bardzo głęboko, a ja byłam ciasno przyklejona do jego piersi, sen nie nadchodził.
Słowa Chloe nadal wwiercały się w moją psychikę nie dając nawet na chwilę za
wygraną.
________________________
Ta, więc wiem to, że powinniście mnie powiesić. Ach, tak nadal łudzę się, że ktoś to czyta ;-; No więc przepraszam za ten 'zapłon', ale musiałam ogarnąć parę sprawi i rzeczy i myślę, że teraz na poważnie wezmę się za tego fanfika. Przynajmniej się postaram. Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy pojawi się następny. Po prostu jak napiszę to będzie, ale myślę, że uda mi się do przyszłego tygodnia.
Se ya x
super :))
OdpowiedzUsuń